Ten wyjazd dostarczył nam emocji, przygód, zwrotów akcji, które będziemy wspominać.
W planie mieliśmy przejście Orlej Perci, czyli najdłuższego graniowego szlaku w Tatrach Wysokich.
Wyjechaliśmy w piątkowy wieczór i mieliśmy nocleg w Zakopanem. Na A4 ukazał się nam potężny, czerwony księżyc, nigdy nie widziałem go w takiej formie. Coś pięknego. Dojechaliśmy ok. 2:30, a już o 8:00 mieliśmy śniadanie. Biorąc pod uwagę głośne chrapanie musieliśmy naprawdę szybko spać 🙂
Czekała nas porządna wyrypa.
Orla Perć: Przełęcz Zawrat – Kozi Wierch
Podjechaliśmy busem do Kuźnic. Poszliśmy przez Kopę Kondracką na Kasprowy Wierch. Już ta pierwsza część dnia dała mi sporo frajdy i przypomniała moje prawie tygodniowe chodzenie między tatrzańskimi schroniskami. Przeszliśmy wtedy też od Kasprowego do Kondrackiej. Na Kasprowym Wierchu byliśmy przed 14:00. Tam krótkie wietrzenie nóg.




Po odpoczynku poszliśmy czerwonym szlakiem przez Beskid, Wyżne Liliowe, na Świnicę. Ze Świnicy dotarliśmy na Zawrat.
Dużo później okazało się, że takiej trasy już raczej nie powtórzymy. W 2018 roku był spory obryw skalny na odcinku między Świnicą a Zawratem. Na tyle uszkodził szlak, że został on zamknięty. Dopiero po naprawach w 2021 został ponownie otwarty, ale z nieco innym przebiegiem i tylko w odwrotnym kierunku, od Zawratu na Świnicę.
Zawrat to oficjalny początek Orlej Perci… czyli wystartowaliśmy.










Z Zawratu przeszliśmy przez Mały Kozi Wierch i Zmarłą Przełęcz. W tym przez chyba najsłynniejszą 8-metrowa, ponad 100-letnią drabinkę. Na pierwszym odcinku, Zawrat – Kozi Wierch, obowiązuje ruch jednostronny ze względu na trudności.
Z Koziego Wierchu zeszliśmy czarnym szlakiem do Schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Polskich.





W schronisku nie rezerwowaliśmy noclegu, więc zostało nam spanie na glebie. Jakie było nasze zdziwienie, kiedy zobaczyliśmy, że ten sam plan miało kilkadziesiąt, albo kilkaset, osób. W schronisku ludzie rozłożyli się na każdym skrawku podłogi, nawet na półpiętrze i koło pryszniców. Nam i kilkudziesięciu osobom zostały miejsca „pod chmurką”. Spaliśmy kilkanaście metrów od schroniska, a teren do samego stawu był zasłany karimatami.


Noc była dość chłodna, a przez bliskość stawu wilgoć szybko opadła na śpiwory. Dobrze, że miałem pelerynę przeciwdeszczową, to przykryłem się i choć trochę się ochroniłem.
W nocy jeden z nas tak chrapał, że budził wszystkich dookoła i nawet poleciał but. Dziwne, że tym chrapaniem nie wywołał jakiejś potężnej lawiny 🙂
Orla Perć: Kozi Wierch – Przełęcz Krzyżne
Z Doliny Pięciu Stawów weszliśmy czarnym szlakiem z powrotem na Orlą Perć (pod Kozim Wierchem). Dolina Pięciu Stawów jest jednym z moich ulubionych widoków.



Szlak prowadzi w większości granią, czyli w górę i w dół. Niektóre szczyty mija się małymi trawersami. To taki miks łatwiejszych odcinków, trudnych z łańcuchami, drabinek, metalowych kotw. Mimo świetnej pogody na szlaku nie było zbyt wielu ludzi. Nie mieliśmy problemu ze staniem w kolejach do łańcuchów.




Przeszliśmy Granaty (Zadni, Pośredni i Skrajny).



Trudności skończyły się na Przełęczy Krzyżne. Tu kończy się Orla Perć.
Ponownie zeszliśmy do Pięciu Stawów. Pewnie ze względu na niedzielę było znacznie mniej osób na glebie i dzisiaj udało się nam zająć miejsca na werandzie. A ja nawet złapałem kamienną ławkę, na której było naprawdę ciepło.


Powrót: Dolina Pięciu Stawów Polskich – Morskie Oko – Palenica Białczańska
Trzeci dzień był dla mnie ciężki. Zbyszek ze swoją wydolnością maratończyka nadawał szybkie tempo podejścia, a upał nie pomagał. Pogoda była super, więc mogliśmy cieszyć oczy widokami.
Weszliśmy na Szpiglasową Przełęcz i oczywiście odbiliśmy na chwilę na Szpiglasowy Wierch.




Z przełęczy zeszliśmy żółtym szlakiem do Morskiego Oka i dalej już asfaltem.




Brak możliwości komentowania.