Widokowa serpentyna, puste szlaki, spanie w aucie, kąpiel w strumieniu, super pogoda i porządna wyrypa.
To już drugi raz kiedy przez anulowanie oryginalnego planu, znalazłem inny. I z tego spontanu wyszła przygoda.
Na początku lipca mieliśmy jechać we trzech na Dom de Mischabel w Alpach. Niestety pogoda tam i w innych regionach Alp i Dolomitów była tak kiepska, że musieliśmy zrezygnować z ambitnych planów.
Szybko popytałem i zdecydowałem na wypad do sąsiednich Czech. Zdecydowałem, że chcę zobaczyć drogę Zatáčky znaną też jako „Górską Droga”. Prowadzi przez przełęcz Červenohorské sedlo (1013 m) w Wysokim Jesioniku, na granicy Moraw i Śląska.
Oto kilka ciekawostek związanych z tym miejscem:
- ma 25 zakrętów
- kąt nachylenia waha się między 7-10%
- jest jedną z najwyższych przełęczy w Czechach
- przełęcz jest popularnym ośrodkiem narciarskim
- Rekordzista na rowerze zjeżdżał nią 147 km/h, za co dostał mandat 🙂
Dzień 1
Po ok 2,5h dojechałem na parking, sprawdziłem plecak i wyszedłem na szlak ok 16:50. Dość późno, ale chciałem uniknąć największych upałów.


Z parkingu przeszedłem mostem na drugą stronę małej rzeki i dalej szedłem szlakiem zielonym. Szlak jest łagodny, idzie długo przez las, ale szybko można zobaczyć ładne widoki na okoliczne góry.




Zaplanowałem trasę na ok 10 km, ale okazało się, że mam tak dobre tempo, że mogę pójść dalej i wstąpić do schroniska na Kofolę. Trasa ostateczna: 14 km i 3:15h
Szlak łączył się ze ścieżką rowerową, którą doszedłem do schroniska Chata Švýcárna. Bardzo polecam, super miła obsługa i widok, który zatrzymał mnie na długą przerwę.




Wracając odbiłem na szlak czerwony, poszedłem przez Malý Jezerník (1208 m) do Pod Malým Jezerníkem (1120 m). Tam zawróciłem schodząc do niebieskiego szlaku, ale dalej poszedłem ścieżką rowerową, którą wróciłem do zielonego.




Na całej trasie, nie licząc okolic schroniska, spotkałem 4 osoby, więc mogłem cieszyć się górami prawie tylko dla siebie.
Przy końcu dzisiejszej trasy trafiłem na wygodne i osłonięte zejście do rzeki, więc wiedziałem gdzie się odświeżę. Z auta zabrałem ręcznik i czyste rzeczy na przebranie. Kąpiel była super i przyznam, że humor miałem wyśmienity.
Spanie w aucie
Już wybierając kierunek zdecydowałem, że nawet nie szukam noclegu, tylko prześpię się w aucie. W końcu nie robiłem tego od czasu wyjazdu do Hollental.
Nie przewidziałem, że spanie w moim aucie to nie taka prosta sprawa 🙂 Trochę zajęło mi ominięcie wszystkich przeszkód tj.:
- spryskanie auta dookoła, żeby nie leciały komary (parking przy lesie i rzece)
- uchylenie szyb tak, żeby móc oddychać, ale żeby nie przyciągnąć komarów
- wyłączenie ostrzegania klaksonem o zostawieniu kluczyka w aucie (przecież musiałem go mieć przy sobie)
- po dwukrotnym włączeniu się alarmu przy przewracaniu się na drugi bok przypomniałem sobie, że zamknięcie auta nie kluczykiem, tylko z drzwi nie aktywuje alarmu (na szczęście, bo już miałem wizję spania na ziemi)
Znalezienie sobie wygodnej pozycji też nie było łatwe, bo miałem cienką karimatę i jakbym się nie położył, to bolały mnie kości. Koniec końców sporo czasu zajęło mi zaśnięcie. Ale przygoda była, nocowanie w aucie zaliczone.
Dzień 2
Planowałem wstać o 4:00 i wyjść ok 4:30 jak zacznie się przejaśniać. Jednak w nocy spałem tak kiepsko, że pospałem jeszcze wypasione 30 min zanim zebrałem się z „łóżka”. Poskładałem spanie, przejechałem na płatny parking w Kouty nad Desnou (jeszcze przed Loučná nad Desnou), i o 5 rano wyszedłem na szlak. Dużym plusem okazało się przejście sporej części szlaku w cieniu, bo słońce było jeszcze nisko.



Szlakiem czerwonym doszedłem do górnej stacji wyciągu, dalej na Mravenečník (1344 m) i Dlouhé stráně (1354 m).




Przy tym szczycie jest zbiornik wodny Dlouhe strane zasilający elektrownię szczytowo-pompową. Miejsce jest zaliczane do jednego z Siedmiu cudów Republiki Czeskiej (w 2005 r. zdobyło pierwsze miejsce!). Stamtąd jest piękny widok w każdą stronę, w tym na najwyższy szczyt w paśmie Jesionika w Sudetach Wschodnich – Pradziada. Myślałem przez chwilę czy nie wydłużyć trasy do niego, ale to było ok. 5 km w linii prostej i znacznie więcej szlakiem. Na to nie miałem już siły.






Ale poszedłem na pobliski Velká Jezerná (1248 m), z którego zawróciłem i na dół szedłem częściowo ścieżką rowerową. Dalej odbiłem na Medvědí hora (1163 m) i punkt widokowy Vyhlídka Rysí skála.
Ten dzień był bezchmurny i upał mocno męczył.
Tego dnia spotkałem 0 osób i jeden autobus jadący drogą od zbiornika wodnego. Pusto na szlaku było może dlatego, że przed 10-tą rano siedziałem już w restauracji przy parkingu i popijałem drugą Kofolę. O tej godzinie większość ludzi dopiero przyjeżdżała na parking.



Trasa ostateczna: 22 km i 4:30h (wstępnie planowałem 15 km). Byłem tak wykończony i odwodniony, że wypiłem 2 Kofole pod rząd musiałem odpocząć przez jazdą do domu.
Pewnie gdyby nie spontaniczny wyjazd nie trafiłbym w to miejsce. Ale region bardzo mi się spodobał i możliwe, że jeszcze tam zawitam. (Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że będę tam znowu za miesiąc).
Dzień 3 – kolejny nieplanowany wyjazd
Wyjazd w Alpy z początku lipca przenieśliśmy na sierpień. Niestety ponownie nie trafiliśmy z pogodą, nie było tez pogody w innych interesujących nas pasmach górskich. Żeby nie rezygnować zupełnie, pojechaliśmy na jeden dzień na Pradziada.
Maciek oczywiście zaplanował trasę i jak zwykle, wyszła dość długa 🙂 Zawsze można polegać, że nie będzie lekko. 24 km trasy zajęło nam 6h.
Wyjechałem ok. 4:45 z Wrocławia, a auto zostawiliśmy na płatnym parkingu w Karlova Studánka. Przed miasteczkiem kilka aut stało na poboczu krętej drogi i pewnie następnym razem tam szukalibyśmy miejsca.
Z parkingu po chwili asfaltu weszliśmy w las na szlak zielony i od razu zachwyciliśmy się szlakiem. Szum strumienia, gra cieni między drzewami i zmieniający się szlak.





Minęliśmy wodospady Bílé Opavy, pod Chatą Parborka zjedliśmy drugie śniadanie




Na Pradziadzie wypiliśmy lodowatą Kofolę. Pogoda była idealna, bo nie było ani za gorąco, ani za zimno, sporą część trasy szliśmy w lesie, więc słońce nie grzało, a na szczytach wiatr był rześki.
Dalej zielonym szlakiem doszliśmy do schroniska Chata Švýcárna, które odwiedziłem w lipcu. Stamtąd skręciliśmy w żółty szlak, doszliśmy do Královský vodopád, obeszliśmy Sokol i Prostřední vrch.
Po drodze nawet trafiliśmy na dużego resoraka, czy raczej maszynę na pilota. Takim chętnie bym pojeździł i dołki kopał 🙂
Za Ostrý vrch weszliśmy na grań, którą zeszliśmy już na sam dół do drogi. Po drodze Maciek znalazł kilka ładnych grzybów na kolację. Ja jak zwykle mijałem o włos i nie widziałem ani jednego.
Jak zwykle był to wspólny dzień pełen żartów, historii i mniej lub bardziej poważnych rozmów o życiu. Dzięki!




